niedziela, 24 września 2017

Przyszedł ten dzień...

Witajcie Moi Drodzy,

ostatnio konsekwentnie milczałam, mimo to praca wrzała. Dopinałam różne tematy na ostatni guzik. Dziś mogę się pochwalić, że w dniu wczorajszym obroniłam swój dyplom na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych na ocenę bardzo dobrą. :) Oficjalnie jestem projektantem wnętrz, choć jeszcze to do mnie do końca nie dotarło. :) Obrona na uczelni artystycznej wygląda zupełnie inaczej, było to bardzo ciekawe doświadczenie. Na zdjęciach możecie obejrzeć moje stanowisko, na którym prezentowałam wykonane przez siebie prace wraz z projektem.




Krzesło i komodę poznaliście dużo wcześniej. :) Resztę spowiłam zasłoną tajemnicy, ponieważ nie chciałam odsłaniać wszystkich kart. ;) Więcej szczegółów o samym projekcie ujawnię następnym razem. :)

Dzisiaj wydaje się to zabawne, jednakże ani w piątek ani w sobotę nie było mi do śmiechu. Rozstawiłam swój dyplom w piątek wieczorem. Nie zdążyłam jeszcze dojechać do kwatery, gdy dostałam telefon, że lampa miała mały wypadek i stłukła się żarówka. Sprawca zamieszania na drugi dzień odkupił żarówki w zapasie. I chwała, ponieważ w połowie trwania egzaminu wypadek miał miejsce po raz drugi. ;) Najwidoczniej ten incydent, choć niezbyt pożądany, przyniósł mi łut szczęścia. :) Czeka mnie jeszcze gala dyplomowa, czyli sama przyjemność. :)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

wtorek, 22 sierpnia 2017

Miłość inspiruje

Witajcie Moi Drodzy,

nie tak dawno uświadomiłam sobie, że nie mam nawet jednego zdjęcia z Ukochanym, które stałoby (tudzież wisiało) na honorowym miejscu. Jest to jeszcze dziwniejsze, biorąc pod uwagę dwuletni staż naszego związku. ;) Naturalnie nie zadowoliłaby mnie fotografia tak zwyczajnie włożona do ramki - to co ważne i wyjątkowe wymaga odpowiedniej oprawy. :) Na pomoc przybyły zachomikowane i ciut przeze mnie zapomniane papiery do scrapbookingu.

 

Tak niewiele, a człowieka cieszy. :) To również doskonały pomysł na prezent na rocznicę, Walentynki, bez okazji... by powiedzieć "kocham" trochę w inny sposób. :)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Odnawianie mebli - komoda RAST

Witajcie Moi Drodzy,

nareszcie skończyłam komodę, którą miałam pokazać dwa tygodnie temu. :) Lawirowanie pomiędzy zmianami w pracy oraz zmienna pogoda mocno wydłużyły cały proces. Po upływie zapowiedzianego tygodnia niemal każdego dnia obiecywałam sobie, że "jutro będzie już ten ostatni". Ostatecznie wyszło jak zwykle. ;)

zdjęcie mebla w stanie surowym pochodzi ze strony ikea.com
Samego mebla przedstawiać raczej nie trzeba - RAST z IKEA jest bardzo popularny w wszelakich metamorfozach. Niewielkie rozmiary, stosunkowo niska cena (129 zł) oraz surowe drewno, które nie wymaga długotrwałej wstępnej obróbki - to główne zalety komody. W moim egzemplarzu jednakże pojawił się mały defekt - w jeden ścianie prowadnice nijak nie chciały się zgrać z otworami. :) Na szczęście męska ręka naniosła drobne poprawki, bez większej ingerencji w sam mebel.

Kolorystycznie nawiązałam do krzesła z tego posta - użyłam dokładnie takich samych farb,
w tych samych ilościach.

Niezbyt mi się chciało dokumentować poszczególnych etapów pracy, zrobiłam telefonem tylko poniższe zdjęcia. :)

Wolałam skoncentrować się na dążeniu do ostatecznego efektu. :)

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina

niedziela, 6 sierpnia 2017

Muszę, bo się uduszę

Witajcie Moi Drodzy,

znacie to uczucie, gdy wena dopada z taką siłą, że wzbranianie się przed jej działaniem może przynieść więcej szkody niż pożytku? Przerobiłam to dziś rano. W kościele stała przede mną kobieta w granatowej sukience z drobnymi białymi dmuchawcami. Do domu wróciłam chora - myśli krążyły wyłącznie wokół farb i pędzli. Nie było wyjścia, dałam upust napięciu. :)

Akryl na bawełnianym podobraziu o wymiarach 21x30 cm. :) Po skończeniu i powieszeniu mogłam spokojnie powrócić do innych zajęć. ;)

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina

niedziela, 30 lipca 2017

Czar, zaduma i szczypta rękodzieła :) Sandomierz moim okiem

Witajcie Moi Drodzy,

bardzo dziękuję za ciepłe przyjęcie mojego meblowego debiutu. :) Sądzę, że kwestią tygodnia będzie prezentacja komody, o której ostatnim razem wspominałam. Wczoraj wyniosłam do garażu wszystkie elementy, zeszlifowałam je i częściowo pomalowałam. Tym razem większość szlifowania wykonałam mechanicznie, przez co czułam się jak w małym tartaku. Przy okazji sama praca przebiegła o wiele sprawniej. :)

Dwa dni przed ponownym sięgnięciem po papier ścierny i pędzle, wróciłam z zaplanowanego wyjazdu do Małego Rzymu, czyli Sandomierza. :) Do teraz towarzyszą mi przede wszystkim dwa uczucia - oczarowanie oraz zaduma.

Miasto czaruje od chwili wkroczenia na starówkę - krzywym rynkiem i biegnącymi we wszystkie kierunki uliczkami, które zapraszają by odkryć coś na własną rękę. Znaleźliśmy takie miejsca, nieujęte w broszurkach o zabytkach - przepiękną za dnia i w nocy panoramę części miasta położonej na przeciwległym brzegu Wisły oraz małą galerię sztuki na powietrzu, przytuloną do tylnej części muru okalającego bazylikę katedralną. :) Czaruje unikalnym na skalę światową krzemieniem pasiastym, zwanym kamieniem optymizmu. Magicznymi zachodami słońca. Winnicami na wzgórzu Świętojakubskim. Uchem Igielnym. Widokami ze szczytu Bramy Opatowskiej (staliśmy tam dobrą godzinę!).

Ratusz; widok na Zamek Królewski oraz Bazylikę Katedralną Narodzenia NMP; rynek sandomierski; widok na Bramę Opatowską; panorama z Bramy Opatowskiej
galeria prac podopiecznych Środowiskowego Domu Samopomocy na tyłach bazyliki katedralnej; dziko rosnące malwy
widok na Bramę Opatowską; przesmyk między ulicami Długosza i Katedralną; Ucho Igielne; rynek z Ratuszem i studnią
W zadumę wprawiły mnie lekcje historii dotyczące miasta. Sandomierz to nie tylko tło dla przygód ojca Mateusza i prokuratora Teodora Szackiego. To skłaniająca do refleksji legenda 
o bohaterskiej Halinie Krępiance, która poświęcając własne życie ocaliła mieszkańców podczas trzeciego najazdu Tatarów. To tragiczne w skutkach działania wycofujących się Szwedów, którzy wysadzili zamek i niemalże doszczętnie spalili miasto - główny gracz handlowy wymieniany obok Krakowa i Wrocławia dotarł w owych dniach do kresu swej świetności i nigdy już jej nie odzyskał. To w końcu niesamowita, dwudziestodwuletnia heroiczna praca naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie nad odkopaniem, umocnieniem i ponownym zasypaniem wielu kilometrów podziemnych kupieckich piwniczek, zapomnianych przez wszystkich na parę wieków 
a stopniowo doprowadzających do katastrof budowlanych w obrębie miasta. Dzisiaj można obejrzeć niecałe 500 m dawnych korytarzy w ramach Podziemnej Trasy Turystycznej. Mówi się, że cały labirynt mógł mieć nawet 30 km długości...

Na koniec chciałam Wam pokazać prace wykonane przez bardzo uzdolnionych podopiecznych Stowarzyszenia na Rzecz Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Tratwa". Galeria mieści się przy ulicy Opatowskiej, niedaleko Bramy a trafiłam tam podczas porannej, samotnej eksploracji miasta. :)

Było co oglądać i w czym wybierać. :) Niedługo później wróciłam do pokoju i Ukochanego z tym przesłodkim konikiem. Nie ma to jak wypuścić kobietę, w dodatku rękodzielniczkę, samą
w miasto. ;))

Waham się jeszcze jak dać na imię maskotce. :) Jaka szkoda, że dzisiaj mój dwutygodniowy urlop dobiega końca... Zawieje banałem, ale trzeba jakoś w końcu zakończyć moją mega długą wypowiedź - było super i polecam zaplanowanie wizyty w mieście na siedmiu wzgórzach. :) :)

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina


środa, 19 lipca 2017

Odnawianie mebli - debiut

Witajcie Moi Drodzy,

jeszcze zimą rozpoczęłam poszukiwania mebla do przerobienia pod kątem obrony. Dość szybko okazało się, że osamotniony okaz leżał u rodziny w komórce. Drewniane krzesło, najprawdopodobniej z jakiegoś kompletu, choć bardzo wygodne to nie prezentowało się najlepiej. Dziury po dawnej tapicerce, głębokie pęknięcia w ramie, rozklejone siedzisko i inne ubytki - czekało mnie sporo pracy.




Ostatnie półtora tygodnia poświęciłam wiele chwil by tchnąć w mebel nowe życie. Metamorfozę rozpoczęłam od przyklejenia siedziska Vikolem, następnie po zeszlifowaniu mebla zaszpachlowałam ubytki białą szpachlą Vidaron. Krzesło malowałam farbami akrylowymi od Śnieżki - białym matem do drewna trzy razy oraz dwa razy kolorami z serii Moje Deko. Całość potraktowałam parokrotnie matowym lakierem w sprayu.




Na własnej skórze przekonałam się, że odnawianie mebli nie jest trudne, jednakże wymaga sporo uwagi i cierpliwości. W najbliższym czasie planuję przeprowadzić jeszcze jedną metamorfozę, utrzymaną w podobnej kolorystyce. Póki co cieszę się trzecim dniem urlopu
i powoli szykuję się na wyjazd do Małego Rzymu... :)

Pozdrawiam wakacyjnie!

Karolina

czwartek, 29 czerwca 2017

Posiadasz duszę Słowianki czy Skandynawki? :)

Witajcie Moi Drodzy,

pomysł na nowego posta potrafi zaskoczyć w nieoczekiwanych okolicznościach, przykładowo podczas oglądania czasowej wystawy na temat obecności Wikingów w dawnej Polsce... jednakże zacznę od początku. :)

Miniony weekend spędziłam z Drugą Połową na wycieczce krajoznawczej a naszym celem była pierwsza stolica Polski i kolebka rodzimego chrześcijaństwa - Gniezno. :) Jako, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu, skoncentrowaliśmy się na zwiedzeniu miasta szlakiem piastowskim. Miejscem startu było Muzeum Powstania Państwa Polskiego, następnie przez Park Piastowski dotarliśmy
na Wzgórze Lecha i Stare Miasto. :) Historia w tym miejscu jest wręcz na wyciągniecie dłoni,
co robi ogromne wrażenie na zwiedzającym. Zresztą... zobaczcie sami. :)

prezbiterium katedry; Ewangeliarz Kruszwicki i kolumienki romańskie ze zbioru MPPP; Drzwi Gnieźnieńskie; podziemia katedry; replika trumienki relikwiarza Św. Wojciecha ze zbioru Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej 


Poznawanie miasta warto przeciągnąć do późnych godzin wieczornych. :) Jako, że trafiliśmy
na koncert otwarcia Królewskiego Festiwalu Artystycznego, na rynku oraz w okalających go knajpkach i kawiarenkach zgromadziło się wielu mieszkańców. :)

Drugie zdjęcie jest jednych z moich ulubionych. Uwierzycie, że to gmach Poczty Polskiej? Wygląda jak zamek żywcem wyjęty z gry komputerowej. :) 

To tak pokrótce o moich wrażeniach z wyjazdu. Wróćmy do wystawy o Wikingach w MPPP. :)

Jedna z plansz została poświęcona krótkiemu porównaniu biżuterii noszonej przez Słowianki oraz Skandynawki. Słowianki najczęściej nosiły ozdoby w obrębie głowy i rąk - zausznice, pierścionki
i kabłączki skroniowe. Kabłączkiem nazywano otwarte krążki, które przyczepiało się do opaski. :) Skandynawki preferowały zaś ozdoby górnej części tułowia - zapinki żółwiowate, które spinały odzież oraz naszyjniki i kolie, w ramach dopełnienia "stylizacji". :)

źródło: https://pl.pinterest.com/pin/588353138790125969/; https://pl.pinterest.com/pin/532902568398405963/; https://pl.pinterest.com/pin/447052700484380870/; https://pl.pinterest.com/pin/370984088031485582/
Jeżeli chodzi o moją duszę, jestem mieszańcem. :) Prym wiedzie jednakże pierwiastek słowiański, ponieważ kolczyki to niezbędne minimum. Bez reszty mogę się obyć. Ciekawa jestem jak to wygląda w Waszym przypadku? Zapraszam to podzielenia się przemyśleniami w komentarzu! :)

Pozdrawiam serdeczenie,

Karolina

niedziela, 11 czerwca 2017

Kolorowych snów!

Witajcie Moi Drodzy,

Nie przypuszczałam, że zagoszczę tutaj tak szybko. :) Nie mogę się jednak powstrzymać przed pokazaniem efektów mojego dzisiejszego twórczego natchnienia. :) Wczoraj, tuż przed zaśnięciem, oglądałam koraliki na bransoletki i w oko wpadł mi charms w kształcie piórka.
Pióra słusznie przywołują skojarzenie z łapaczem snów. Zapragnęłam zrobić sobie taki, w wersji z tasiemkami.

Według wierzeń plemion Indian Ameryki Północnej, zadaniem łapacza jest chwytanie nocnych koszmarów, które bezpowrotnie giną wraz z pierwszymi promieniami słońca. Niektórzy zaś traktują go jako amulet szczęścia. Nie utożsamiam się z żadną z powyższych opinii, jest to dla mnie wyłącznie fajna ozdoba, która właśnie w tej chwili powiewa powieszona na karniszu. :)

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina

sobota, 3 czerwca 2017

Dawno temu zmalowane

Witajcie Moi Drodzy,

czuję, że im bliżej okresu urlopowego, tym bardziej spadnie moja systematyczność w pisaniu - przyznaję się bez bicia, że zwyczajnie nie chce mi się tworzyć. :) Pomysły owszem są, jednakże z realizacją dużo gorzej. ;) W ramach wypełnienia luki, pokażę wcześniej niepublikowane prace, namalowane na podobraziach. :)

Media społecznościowe jednak czasem się przydają. ;) Pewnej nocy, przeglądając jedną z grup rękodzielniczych, natrafiłam na posta z ofertą serwetek na sprzedaż. Jedna z nich, przywołująca skojarzenie z pracami Picasso, zainspirowała mnie do tego stopnia, że chwyciłam kartkę, ołówek i narysowałam szkic o roboczym tytule "Pocieszyciel". Szkic przeniosłam farbami akrylowymi na podobrazie o wymiarach 21x30 cm. Tytuł zmieniłam na "Pocieszenie". :)


W innej części internetu znalazłam ciekawą grę słów, mianowicie "Espresso yourself". Jako miłośniczka kawy, choć niekoniecznie espresso, wykonałam własną interpretację o wymiarach 13x18 cm. :)

Trzecia praca to lekko zmodyfikowana kalka pracy z Pinteresta. Obrazek również ma 13x18 cm i był prezentem walentynkowym. Na Pintereście istnieje opcja "wypróbowane", z której nie omieszkałam się skorzystać - dołączyłam również swój malunek. :)


To by było na tyle. :) Jak wspomniałam wcześniej, mogę w najbliższym czasie trochę zaniedbać swoją blogową przestrzeń. Mimo wszystko postaram się uniknąć milczenia przez długie tygodnie. :) Trzymajcie się ciepło!

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina

czwartek, 18 maja 2017

Kultowy chevron, krótka opinia o farbach i lakierze, garść wnętrzarskich inspiracji

Witajcie Moi Drodzy,

jakiś czas temu miałam okazję spotkać się na kawie z Edytą z bloga Pracownia Jabłoniee. Edytka sprawiła mi miłą niespodziankę, ponieważ przyniosła do przetestowania próbki farby kredowej Autentico w kolorze Mint Cream oraz złotej akrylówki firmy Tikkurila. Od początku wiedziałam, że połączę oba kolory na jednej pracy a dodatkowo wprowadzę biel, dla równowagi. Nad samym wyglądem pracy nie zastanawiałam się zbyt długo - na tacę o wymiarach 20x30 cm wybrałam nieśmiertelny wzór, jakim jest chevron. :)

Odtworzenie wzoru było zdecydowanie najbardziej żmudnym etapem. Wspomogłam się wcześniej wyciętym szablonem... i tak pięć razy. :)






Dno zabezpieczyłam dwuskładnikowym lakierem krystalizującym Lacca Vetrificante od Stamperii.  Nie jestem z niego jednak do końca zadowolona. Błysk jest imponujący, jednakże mimo przykrycia tacy na czas wysychania, na lakierze osiadły drobiny kurzu i zrobiły się charakterystyczne dołki. Po upływie tygodnia nadal były klejące się miejsca (według instrukcji zaś 7 dni to maksymalny czas twardnienia). Tak naprawdę minęły dobre dwa miesiące i cięższe przedmioty postawione po jednej stronie nadal potrafią się przykleić. Najprawdopodobniej spróbuję przykryć tacę jeszcze jedną warstwą lakieru. Być może wcześniej komponenty nie połączyły się jak należy.


Z rozpędu pomalowałam dodatkowo ceramiczną skarbonkę. :)


Jeszcze przed Wielkanocą zaczęłam także chustecznik, jednakże dokończę go zapewne w bliżej nieokreślonej przyszłości - dzisiaj okazało się, że resztka złotej farby nie chciała już dłużej czekać i... wyschła. :) A szkoda, bo miałam zapał do pracy. :)

Kilka uwag co do podarowanych farb - Autentico bardzo ładnie kryje i szybko schnie. Pędzle spokojnie można doczyścić wodą i mydłem. Największą wadą jest jej cena (tester 100 ml - 35 zł, 500 ml - 75 zł, 1 l - 120 zł). Farba Tikkurili jest bardzo gęsta przez co niezbyt wygodnie mi się nią malowało. Muszę jednak przyznać, że również szybko schła i dobrze kryła. Mycie narzędzi bezproblemowe. Efekt końcowy bardzo przypominał mi złocenia w decoupage'u z tą różnicą,
że naszej farbie nie grozi utlenienie. :) Cena także wysoka - ok 50 zł za 0,225 l.

Na zakończenie dodam, że według Pantone, kolor Island Paradise, który jest bardzo podobny
do Mint Creamu, to gorący trend wnętrzarski na wiosnę/lato 2017. Garść inspiracji poniżej. :)

źródło: https://pl.pinterest.com/ccolorways/pantone-island-paradise/

źródło: https://pl.pinterest.com/ccolorways/pantone-island-paradise/





























Podobają Wam się takie wnętrza? :) Podzielcie się opinią w komentarzu!

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

czwartek, 11 maja 2017

Wreszcie pogodne popołudnie

Witajcie Moi Drodzy,

w końcu nadszedł dzień, w którym mogłam po pracy wyjść na dłużej do ogrodu, bez obaw
o gardło i zatoki. Pogapiłam się na kwiatki, robaczki, podroczyłam z pająkiem i wygłaskałam naszą kotkę. :) Moje myśli odpłynęły w siną dal... Dawno nie odczuwałam takiego przyjemnego wrażenia "pustej" głowy - liczyła się tylko chwila bieżąca. :)


A Wy jak spędziliście, pierwsze od dawna, bezwietrzne i bezdeszczowe popołudnie? :)
Tak w ogóle, dziękuję za sugestie co do smakowitych papierów, na pewno z jakiegoś pomysłu skorzystam. Przy okazji, też coś przyszło mi do głowy. :)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina