środa, 19 lipca 2017

Odnawianie mebli - debiut

Witajcie Moi Drodzy,

jeszcze zimą rozpoczęłam poszukiwania mebla do przerobienia pod kątem obrony. Dość szybko okazało się, że osamotniony okaz leżał u rodziny w komórce. Drewniane krzesło, najprawdopodobniej z jakiegoś kompletu, choć bardzo wygodne to nie prezentowało się najlepiej. Dziury po dawnej tapicerce, głębokie pęknięcia w ramie, rozklejone siedzisko i inne ubytki - czekało mnie sporo pracy.




Ostatnie półtora tygodnia poświęciłam wiele chwil by tchnąć w mebel nowe życie. Metamorfozę rozpoczęłam od przyklejenia siedziska Vikolem, następnie po zeszlifowaniu mebla zaszpachlowałam ubytki białą szpachlą Vidaron. Krzesło malowałam farbami akrylowymi od Śnieżki - białym matem do drewna trzy razy oraz dwa razy kolorami z serii Moje Deko. Całość potraktowałam parokrotnie matowym lakierem w sprayu.




Na własnej skórze przekonałam się, że odnawianie mebli nie jest trudne, jednakże wymaga sporo uwagi i cierpliwości. W najbliższym czasie planuję przeprowadzić jeszcze jedną metamorfozę, utrzymaną w podobnej kolorystyce. Póki co cieszę się trzecim dniem urlopu
i powoli szykuję się na wyjazd do Małego Rzymu... :)

Pozdrawiam wakacyjnie!

Karolina

czwartek, 29 czerwca 2017

Posiadasz duszę Słowianki czy Skandynawki? :)

Witajcie Moi Drodzy,

pomysł na nowego posta potrafi zaskoczyć w nieoczekiwanych okolicznościach, przykładowo podczas oglądania czasowej wystawy na temat obecności Wikingów w dawnej Polsce... jednakże zacznę od początku. :)

Miniony weekend spędziłam z Drugą Połową na wycieczce krajoznawczej a naszym celem była pierwsza stolica Polski i kolebka rodzimego chrześcijaństwa - Gniezno. :) Jako, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu, skoncentrowaliśmy się na zwiedzeniu miasta szlakiem piastowskim. Miejscem startu było Muzeum Powstania Państwa Polskiego, następnie przez Park Piastowski dotarliśmy
na Wzgórze Lecha i Stare Miasto. :) Historia w tym miejscu jest wręcz na wyciągniecie dłoni,
co robi ogromne wrażenie na zwiedzającym. Zresztą... zobaczcie sami. :)

prezbiterium katedry; Ewangeliarz Kruszwicki i kolumienki romańskie ze zbioru MPPP; Drzwi Gnieźnieńskie; podziemia katedry; replika trumienki relikwiarza Św. Wojciecha ze zbioru Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej 


Poznawanie miasta warto przeciągnąć do późnych godzin wieczornych. :) Jako, że trafiliśmy
na koncert otwarcia Królewskiego Festiwalu Artystycznego, na rynku oraz w okalających go knajpkach i kawiarenkach zgromadziło się wielu mieszkańców. :)

Drugie zdjęcie jest jednych z moich ulubionych. Uwierzycie, że to gmach Poczty Polskiej? Wygląda jak zamek żywcem wyjęty z gry komputerowej. :) 

To tak pokrótce o moich wrażeniach z wyjazdu. Wróćmy do wystawy o Wikingach w MPPP. :)

Jedna z plansz została poświęcona krótkiemu porównaniu biżuterii noszonej przez Słowianki oraz Skandynawki. Słowianki najczęściej nosiły ozdoby w obrębie głowy i rąk - zausznice, pierścionki
i kabłączki skroniowe. Kabłączkiem nazywano otwarte krążki, które przyczepiało się do opaski. :) Skandynawki preferowały zaś ozdoby górnej części tułowia - zapinki żółwiowate, które spinały odzież oraz naszyjniki i kolie, w ramach dopełnienia "stylizacji". :)

źródło: https://pl.pinterest.com/pin/588353138790125969/; https://pl.pinterest.com/pin/532902568398405963/; https://pl.pinterest.com/pin/447052700484380870/; https://pl.pinterest.com/pin/370984088031485582/
Jeżeli chodzi o moją duszę, jestem mieszańcem. :) Prym wiedzie jednakże pierwiastek słowiański, ponieważ kolczyki to niezbędne minimum. Bez reszty mogę się obyć. Ciekawa jestem jak to wygląda w Waszym przypadku? Zapraszam to podzielenia się przemyśleniami w komentarzu! :)

Pozdrawiam serdeczenie,

Karolina

niedziela, 11 czerwca 2017

Kolorowych snów!

Witajcie Moi Drodzy,

Nie przypuszczałam, że zagoszczę tutaj tak szybko. :) Nie mogę się jednak powstrzymać przed pokazaniem efektów mojego dzisiejszego twórczego natchnienia. :) Wczoraj, tuż przed zaśnięciem, oglądałam koraliki na bransoletki i w oko wpadł mi charms w kształcie piórka.
Pióra słusznie przywołują skojarzenie z łapaczem snów. Zapragnęłam zrobić sobie taki, w wersji z tasiemkami.

Według wierzeń plemion Indian Ameryki Północnej, zadaniem łapacza jest chwytanie nocnych koszmarów, które bezpowrotnie giną wraz z pierwszymi promieniami słońca. Niektórzy zaś traktują go jako amulet szczęścia. Nie utożsamiam się z żadną z powyższych opinii, jest to dla mnie wyłącznie fajna ozdoba, która właśnie w tej chwili powiewa powieszona na karniszu. :)

Pozdrawiam serdecznie!

Karolina