Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świece. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2019

Kierunek: Olsztyn, czyli opowieść o ostatnim dniu wakacji :)

Witajcie Moi Drodzy,

nasza wycieczka do stolicy Warmii nie była planowana - początkowo tego dnia szykowała się nam osiemnastka. Zaledwie trzy dni wcześniej powiadomiono nas, że impreza ostatecznie zostaje przełożona na późniejszy termin. Tym samym w kalendarzu zwolnił się ostatni dzień wakacji.
Żal by było tego nie wykorzystać. :) Prognoza pogody na ten czas i miejsce była wyjatkowo zachęcająca - nie zapowiadano upałów a przetaczający się wówczas przez Polskę front burzowy również omijał tamte rejony. :)

Naszym małym rytuałem jest picie kawy krótko po podróży - jest to moment szybkiej regeneracji (jazda pociągiem potrafi bowiem lekko znużyć), rozjaśnienia umysłu, czasem również obgadania ogólnego planu na resztę dnia. Poszukując fajnej miejscówki na olsztyńskiej starówce, trafiliśmy do SiSi Coffee. Na IG wspomniałam, że niewiele brakowało a przeze mnie przegapilibyśmy jej cudowne wnętrze. To prawda, bowiem uparcie nalegałam na przycupnięcie
w ogródku (bo jest ciepło, bo to może ostatnie podrygi lata... :) ). Ukochany nie dał za wygraną i zaciągnął mnie do środka. Po szybkim rozejrzeniu się stwierdziłam, że jednak zostajemy. :) :)

Stylistyczny eklektyzm - styl angielski oraz schabby chic spotkały się z domieszką glam i stylu loftowego. Przepiękna fuzja! Szerokie parapety z siedziskami to zaś moje marzenie i fascynacja jeszcze z czasów nastoletnich. :)



Podczas spaceru wypatrzyliśmy również inne ciekawe miejsce. :) Pijalnia Czapla zorganizowała swój ogródek nad samiutką Łyną. Niech Was nie zawiedzie wąskie koryto - rzeka jest zaskakująco bystra. :) Mogę sobie tylko wyobrazić, jak przyjemnie może być tu w ciepły letni wieczór, w gronie przyjaciół.

Widok z mostku na ul Prostej

Łyna posiada jeszcze jedno, bardziej dzikie oblicze. Kierując się do Obserwatorium Astronomicznego, szliśmy (niestety tylko i wyłącznie) obrzeżami Parku Centralnego. Przechodząc przez kolejny mostek,ku naszemu zaskoczeniu, z zarośli wyłonili się kajakarze. :) W tym miejscu rzeka jest szersza a jej brzegi gęsto obrośnięte drzewami. Zupełnie inny świat w samym centrum miasta!


Do celu Google Mapy wywiodły nas bardzo okrężną drogą. :) Po ponad półgodzinnym marszu dotarliśmy do obserwatorium, które mieści się w dawnej wieży ciśnień. W ciągu niespełna godziny mieliśmy szansę obejrzeć rekonstrukcje przyrządów astronomicznych, którymi posługiwał się Mikołaj Kopernik, pokaźną kolekcję meteorytów (wśród nich znalazł się odłamek
z Czelabińska) oraz serce obserwatorium - teleskopy wraz z ruchomą kopułą. Zdecydowanie największą atrakcją jest grunt księżycowy, podarowany nam przez naród amerykański po udanej misji Apollo 11. Wygląda na to, że teorię spiskową o nakręceniu lądowania w studio przez Stanley'a Kubricka, można włożyć między bajki. ;)

obserwatorium z zewnątrz; Napis na tablicze głosi: "This flag of your nation was carried to the Moon and back by
Apollo 11, and this fragment of the Moon's surface was brought to Earth by the crew of that first manned lunar landing."



Udało się nam się jeszcze szybko wejść na taras widokowy. Wieża nie jest jest szczególnie wysoka ale widoczek z niej ładny. :) Ciekawostką jest, że wieczorami z tego miejsca,
przy dobrej pogodzie, prowadzone są publiczne pokazy nieba. Nie wiem dokładnie jak one przebiegają ale nic straconego - pewnie i tak wrócimy w przyszłości, wtedy nadrobimy zaległości.

Na lewo w oddali widoczny jest ratusz, po prawej stronie zaś Kościół pw Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Nie byłby to udany wyjazd, gdybym nie obejrzała choć odrobinę rękodzieła. :) Najpierw wypatrzyłam sklepik ze świecami. W progu Świece Rękodzieło przywitała mnie słodka biała kulka, na moje oko maltańczyk. :) Miałam zapytać o rasę, ale tak zapatrzyłam się na parafinowe cuda, że ostatecznie zapomniałam. :)

Do sklepiku wchodzi się po schodkach a ładnie zaaranżowany "balkonik" z daleka zachęca, by podejść bliżej.
Motywy były najróżniejsze - kwiatowe łąki, pachnące świeta Bożego Narodzenia, morskie opowieści, imitacje minerałów...

Aż żal palić! :)
Drugi, Manufaktura Sztuki, jest ulokowany dokładnie w tym samym miejscu ale po drugiej stronie Wysokiej Bramy. :) Znajdziecie tam zarówno rękodzieło lokalnych artystów, jak i marki znane w całej Polsce - chociażby bolesławicką ceramikę. Sama zakochałam się w glinianych naczyniach z kolorowymi zaciekami. Okazało się, że ich twórcy są bliżej mojego miejsca zamieszkania niż sądziłam... Planuję odwiedzić pracownię w najbliższym miesiącu! :)

Różne różności - to stwierdzenie najlepiej opisuje asortyment Manufaktury Sztuki.

Naczynia z zaciekami pochodzą z Warsztatu Garncarskiego Rodziny Konopczyńskich, który mieści się w Bolimowie -
to tylko 30 km jazdy samochodem z mojej miejscowości!



Po obiedzie skierowaliśmy kroki w stronę Zamku Kapituły Warmińskiej, spacerując wzdłuż Łyny. Byłam szczerze oczarowana otaczającą mnie zielenią, szumem rzeki i mijanej w oddali fontanny. :) Ponieważ byliśmy ograniczeni czasowo a chcieliśmy jeszcze dotrzeć nad jeziora, zwiedzanie ograniczyliśmy do dziedzinca oraz (ponownego :)) wejścia na wieżę. To drugie mocno nas rozczarowało, ponieważ wieża jest zabudowana a na jej szczycie można popatrzeć jedynie przez maleńkie okienka.


Dziedziniec był znacznie ciekawszy. :) Znajduje się na nim oryginalna pruska baba - kamienna rzeźba, bardzo charakterystyczna dla tego rejonu. Wbrew nazwie, "baba" jest rodzaju męskiego i najprawdopodobniej przedstawia pogańskie bóstwo lub wojownika.


Rzeźba ma ok 1,6 m wysokości - jak stałam obok, sięgała mi mniej więcej do brody. :)
Choć baby pochodzą jeszcze z czasów średniowiecza, czują współczesne klimaty. :)


Opuszczając starówkę, rzuciliśmy okiem na sąsiadujący z zamkiem amfiteatr. Na scenie był spory ruch, ponieważ trwały przygotowania do koncertu Dody & Virgin. :)

Gdy biegliśmy na pociąg powrotny, koncert trwał już w najlepsze. :)



Ponownie dłuższa droga przed nami! Nachodziliśmy się wtedy słusznie, pełne podsumowanie
na końcu posta. :) Ostatnim punktem wyjazdu było jezioro Ukiel, znane też jako Krzywe. Wcześniej minęliśmy jezioro Długie...

Jest to słabo widoczne, ale możecie uwierzyć mi na słowo - po jeziorze pływała łabędzia rodzina: rodzice z dwójką brązowych jeszcze maluchów. :)
Po pokonaniu kolejnych 2 km dotarliśmy do celu. :)




Zdjęcia nawet częściowo nie oddają, jak jest tam fajnie i jak różnorodnie można spędzić wolny czas.
Trzeba przyjechać i przekonać się na własnej skórze. :) :)


Pakując na wyjazd swój niezawodny worek, wahałam się czy nie upchnąć jakoś kawałka ręcznika i stroju kąpielowego. :) Ostatecznie zrezygnowałam z dźwigania dodatkowego obciążenia. Fakt faktem na długie kąpiele i tak nie było czasu ale nie mogłam przepuścić okazji zmoczenia stóp, kolan, ud. :) :)

Druga Połowa z wysokości trzymała rękę na pulsie. :)


Wszystko co dobre szybko się kończy, także po kąpieli i spacerze wzdłuż brzegu, szybko musieliśmy wracać na dworzec główny (kolejne 4 km! :p). Teraz wiemy to i my, także mamy dobrą radę. :)

Gdybyście po lekturze i Wy zdecydowali się na wyjazd, polecam wykupienie biletu
do wcześniejszej stacji, tj. na Olsztyn Zachodni. Jest on położony mniej więcej w połowie drogi między starówką a jeziorem Ukiel. Można zaoszczędzić sporo czasu na przemieszczaniu się - lepiej wykorzystać cenne minuty chociażby na spacer bezpośrednio nad jeziorami. :)
Znad Krzywego na pierwszy dworzec idzie się kwadrans, na drugi (bardzo szybkim tempem)
ok 50 min. :P Cóż, nie mieliśmy wyjścia, jak chcieliśmy wrócić o planowanym czasie. :D

Po całym dniu spędzonym w Olsztynie, czyli od godziny 10:00 z minutami do 20:00, aplikacja
w telefonie pokazała wykonanie ponad 26 tysięcy kroków. Pokonaliśmy na piechotę mniej więcej
19 km. :) Siedząc w pociągu powrotnym nie miałam nawet krzty siły się smucić, że nasz wypad dobiegł końca. Całe szczęście! Jednakże kawałek serca gdzieś w ciągu dnia niepostrzeżenie odpadł i pozostał. Chwilami dość mocno odczuwam jego brak. :)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

niedziela, 24 grudnia 2017

Każdemu wedle potrzeby...

Witajcie Moi Drodzy,

we wspaniałym czasie Wielkiego Oczekiwania, życzę Wam tego, czego najbardziej Wam brak:

Miłości?
Bliskości?
Wiary?
Nadziei?
Przebaczenia?
Odrobiny spokoju?
Czegokolwiek innego? Niech Wam się spełni. :)

Wpatruję się w żłóbek i uświadamiam sobie, jak wielkim cudem są narodziny - nie tylko Zbawiciela, lecz każdego z Nas. Jesteśmy Cudem a życie jest piękne, choć nieraz wędruje się przez nie pod górę. Uśmiechajmy się częściej, tulmy bliskich i ukochane zwierzaki. Nie martwmy się na zapas. Podejdźmy do siebie i zdarzeń z większym dystansem. Więcej czujmy i doświadczajmy. :) Jesteśmy tutaj tylko przez krótką chwilę, także nie traćmy cennego czasu na negatywne emocje. :)


Ze specjalną dedykacją zostawiam muzyczne kartki, miłego słuchania! :)

Czerwone Gitary - Jest taki dzień
Tarja Turunen - Feliz Navidad
Pentatonix - Mary, did You know?
Studio Accantus - Mario, czy Ty wiesz? (cover Pentatonix)

 
 



Pozdrawiam świątecznie!

Karolina

niedziela, 22 października 2017

Złota polska jesień na blacie

Witajcie Moi Drodzy,

pogoda przestała nas rozpieszczać w ten niedzielny poranek. Świat otuliła wilgoć i mgła. Ale nie szkodzi, ponieważ wspomnienie słonecznej jesieni zatrzymałam w uszytej przez siebie serwecie.

Liście klonu wycięłam z kolorowego filcu, następnie zszywałam po okręgu - wyszły w sumie cztery warstwy. Mierząc serwetę po przekątnej, uzyskałam wynik 46 cm. :) Lampionik z Pepco dopełnił kompozycji a w powietrzu roznosi się truskawkowy zapach lata. :)

Czy Wy również wyjmujecie świeczki i kominki zapachowe o tej porze roku? To fantastyczny pomysł, by podnieść temperaturę wewnątrz duszy, nawet gdy słota i niepogoda. :) Oczywiście żywię nadzieję, że będzie jeszcze pięknie, jak w Arboretum dwa lata temu klik. :)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

niedziela, 13 września 2015

Różany ogród

Witajcie Moi Drodzy,

rozejrzałam się uważnie wokół siebie i doszłam do wniosku, że tego kompletu jeszcze na blogu nie pokazywałam. Powstawał na przestrzeni paru tygodni i istnieje pewne prawdopodobieństwo, że się jeszcze powiększy. :)

Kiedyś zamarzyło mi się ożenienie moich czterech ścian, w których dominuje pomarańcz, brąz
i kawa z mlekiem, z bardzo jasnymi dodatkami. Sukcesywnie wprowadzam swój zamiar w czyn, wykorzystując drobiazgi w barwie kości słoniowej, przełamanej gdzieniegdzie smugami koloru umbra. Róża, tutaj trochę w starym stylu, rozwesela i dodaje nuty romantyzmu. :) Ot taki babski kącik. ;)

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina

środa, 24 września 2014

Po mojemu

Witajcie :)

prawie uległam modzie na dodatki z sowami. Przeglądając artykuły dekoracyjne na witrynie jednego ze sklepów, zauroczyłam się kominkiem zapachowym w kształcie sówki oraz bieżnikiem z taką właśnie aplikacją. Ba, bieżnik spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam zrobić podobny własnoręcznie. Tak przy okazji zmiany wystroju pokoju na jesienny. :) Pomysł nadal aktualny, jednakże z lekka odwleczony w czasie. Wszystko przez to urocze stworzonko, przygarnięte na skierniewickim Święcie Kwiatów.


Do towarzystwa dołączyły jeszcze dwie.


Tym sposobem zinterpretowałam jesień po swojemu, otaczając się nie sowami lecz wiewiórkami. :D Poniżej dzielę się z Wami paroma dodatkowymi inspiracjami na jesienny design mieszkania. :)



Pozdrawiam ciepło!

Karola

niedziela, 27 lipca 2014

Zatrzymując wspomnienia

Natchnienie do zmiany wystroju pokoju na morski przyszło jeszcze podczas pisania pracy licencjackiej. Do tego stanu rzeczy przyczyniło się tęskne oglądanie zdjęć z Krynicy Morskiej, lecz również muszelki, które z Anią przywiozłyśmy. Na wykorzystanie czekały w cedzaku w łazience zdecydowanie za długo. :) Drobne poczynania w tym kierunku zaczęłam jeszcze w czerwcu, lecz szumne dokończenie dzieła przypadło już po tym całym uczelnianym szaleństwie. :) Filiżanka nie jest mojego autorstwa ale przyznajcie, że świetnie się wkomponowała. :)





Mój długi urlop za chwilę dobiega końca - jestem tym faktem zdecydowanie niepocieszona! Jak tam u Was, przed (szczęściary), po (łączę się w bólu) czy w trakcie (szczęściary)? :) Wyjątkowo zrezygnowałam z kolejnego dłuższego wyjazdu na rzecz małego wypadu i "pomieszkania" we własnym domu - chyba powoli się starzeję. :):)

Pozdrawiam (jeszcze wakacyjnie)! 


niedziela, 6 kwietnia 2014

Biel i róż

To jest pierwsze wykonanie skrzyneczki na specjalne życzenie. :) Miała być z kwiatami, w kolorze białym i różowym. Wybrałam kwiat wiśni. Po drodze zmieniałam koncepcję, przemalowywałam i kiedy już prawie zwątpiłam, że coś z tego będzie - udało się! :) Do kompletu powstała świeczka, tradycyjnie metodą "na łyżeczkę".

Niestety ponownie nie uniknęłam problemu z przyklejającym się wieczkiem. Radziłam się kiedyś Sabiny co z tym fantem począć, za jej radą ścierałam krawędzie papierem ściernym, dodatkowo starałam się długo "wietrzyć" wnętrze po pomalowaniu farbą i najcieńszą warstwą lakieru jaką się tylko dało. Nie pomogło. :( Mam w najbliższym czasie jeszcze dwie,trzy takie prace do wykonania - proszę Was o porady i sugestie, jeżeli macie skuteczne sposoby na tę niedogodność. Z góry bardzo dziękuję! :)

Miłej niedzieli!





czwartek, 6 marca 2014

Przedwielkanocne candy :)

Stało się! Zgodnie z zapowiedzią o małej niespodziance, serdecznie zapraszam na moje pierwsze candy. :) 

Do zwycięzcy trafią drobiazgi widoczne poniżej - świeczka wraz z dekorem, serwetki, barwniki do jajek oraz małe co nieco. :)

Zasady:

  • napisz komentarz pod tym postem,
  • umieść na bocznym pasku swojego bloga podlinkowany banerek kierujący do tego posta,
  • jeżeli nie masz bloga, pozostaw adres mailowy,
  • na Wasze zgłoszenia czekam do 1-go kwietnia, następnego dnia losowanie i wyniki :)
  • będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz obserwatorem tego bloga, nie jest to jednak warunek konieczny :)
  • wysyłka tylko na terenie Polski

Zapraszam i życzę powodzenia! :)



niedziela, 23 lutego 2014

Wesoła gromadka i mały trip

Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Po raz kolejny ozdobiłam świeczki "na łyżeczkę". Na farby, kleje i lakiery zerkam teraz trochę z ukosa, nie mam zapału by zająć się "poważnym" decoupagem. :)

Na każdym jajeczku są po cztery zające a każdy z nich jest inny. :)


Za oknem jest tak pięknie, iż postanowiłam wybrać się na wycieczkę. Wybór padł na Zamek Książąt Mazowieckich w Czersku k/Góry Kalwarii. Takim moim innym hobby jest wyszukiwanie ciekawych miejsc, niekoniecznie odległych od mojego miejsca zamieszkania. W myśl zasady "cudze chwalicie, swego nie znacie", staram się sukcesywnie odkrywać uroki mazowieckiej ziemi, która jest mi bardzo bliska. :)







piątek, 21 lutego 2014

Kurka i kogucik

Zabawne, luty taki krótki a co chwila powstaje coś nowego. :)

Poniżej ciąg dalszy zabaw z podgrzewaczem i łyżeczką, tym razem wykorzystując motywy ludowe - mężnego kogucika oraz wdzięczną kurkę. :) Wzór podoba mi się tak bardzo, że prawdopodobnie wyląduje jeszcze na innym przedmiocie. Mam pewien pomysł, póki co. ;)